Prawdziwy honor „busiarza”

Z rozmowy busiarzy podsłyszanej na promie: ”(…) same oszołomy teraz na tych busach, coraz gorzej się robi, nie ma już prawdziwych busiarzy, wszystko to kierowcy-bombowcy *uj wie skąd co prawko na bazarze kupili, siano z butów wystaje, ale wielcy europejczycy, wielcy drajwerzy bo europe zwiedzaja i są kimś (…) Ja tam z nimi się nie zadaje, papka w głowie, nie wiedzą jak na drodze się zachować (…) Dzicz taka jak te romki. Leje na takich. Honor mi nie pozwala z motłochem się zadawać, hehe (…)”. Koniec cytatów….
Przysłuchiwałem się rozmowie siedmiu kierowców busów. Z wyglądu bardzo młodzi. Część w patriotycznych bluzach typu ”polska walcząca”, ”powstanie 44 – pamiętamy” i generalnie barwy Naszego kraju. Modne fryzury, modne, markowe ubrania. Możnaby rzec – kwintesencja młodości… Nie odzywałem się w ogóle…wszak jak kiedyś dawno temu usłyszałem na parkingu, że ”nie jestem prawdziwy busiarz bo nie integruje się z ogółem i nie piję piwa z kolegami na weekendzie”…. Rozmowy trwały. Intensywne i burzliwe.. Tematy sypały się jak z rękawa – o bzdurach jakie to opowiadają na parkingach inni o rozmowach na cb – jakie to śmieszne ”jak barany pytają o drogę i o miasto wymawiają przy tym błędną nazwę miasta”, etc, etc ….. Przy tematach – kto, gdzie i skąd ”leci” dowiedziałem się, że ktoś leci ” do Basel ” ( oryginalna wymowa ), a kto inny ładował wysoko na Szkocji w ”Karlisle” ( oryginalna wmowa )…. Dalszej rozmowie już nie przysłuchiwałem się (…) Zmieniłem miejsce, aby w ciszy i spokoju odpocząć i nie katować swego umysłu nowymi nazwami miast… Oczywiście pomimo ciszy i nocnego odpocznku innych kierowców grupa ”młodych gniewnych” była najgłośniejsza i za nic miała znaczące spojrzenia w ich stronę innych odpoczywających w ciszy kierowców…. Po zjeździe z promu wyprzedzałem wszyskich owych busiarzy. Żaden ”prawdziwy busiarz” nie mrugnął długimi, nawet na moje odruchowe pozdrowienie kierunkami prawy-lewy-prawy. Tankując za kilkanaście kilometrów na małej stacji, gdzie żywego ducha nie było zauważyłem jedno z nich. Podjechał, zatankował, odjechał. Nawet kiwnięcia ręką nie było…. Dalsza część nocnej trasy przebiegła mi na przemyśleniach… Wróciły do mnie słowa z promu ”iż prawdziwych busiarzy już nie ma, itp”…. Tak. Przyznaję rację tym słowom. Prawdziwi kierowcy busów to już gatunek na wymarciu. Dobre sześć – dziesięć lat temu było zupełnie inaczej. Był szacunek i wielka solidarność na drodze. Pozdrowienia, rozmowy podczas tankowania, widząc samotnego busika gdzieś na landach we Francji na dzikim parkingu bądz na stacji zajeżdżało się bezinteresownie, aby zapytać czy wszystko ok, napić się kawy, pomóc usunąć usterkę w aucie…była wielka, bezinteresowna pomoc. Nie było obgadywania i wyśmiewania innych. Ktoś czegoś nie wiedział to pytał, a kto inny wytłumaczył, nawet zwykłe proste dla wielu sprawy dla kogoś stanowiły problem. Ale bez złośliwości tłumaczyło się wszystko mniej doświadczonym kolegom. Właśnie kolegom. Bo wszyscy byli kolegami. Wszyscy tworzyli w pewnym sensie elitę. Byli jak monolit. Każdy za każdym poszedłby w ogień… Gesty, słowa, pozdrowienia…. Patrząc z perspektywy czasu ogarnia mnie żal.. Żal, iż te piękne czasy minęły bezpowrotnie. Nastała nowa era. Era ”trendu i popkultury” na drodze. Era chorych podziałów i stereotypów… Nie ma już tak naprawdę prawdziwej solidarności jak kiedyś. Prawdziwy honor odszedł do lamusa. Teraz to nie pasja być kierowcą busa na europejskich szlakach. Teraz to trend. Moda. Przemysł, w którym ”każdy sam sobie”… Moja w sumie przeszło dziesięcioletnia kariera ”po europie” dobiegła końca. Jeszcze kilka dni do ostatniej trasy… Z jednej strony jakiś żal, sentyment. Z drugiej westchnięcie ulgi, iż w końcu wysiadam z tego świata ”busiarstwa”, świata, który stanął mi się obcy…. Pozostaną wspomienia miejsc, spotkania prawdziwych ludzi drogi, ludzi z pasją…. Szanujcie się na wzajem, służcie sobie bezinteresowną pomocą, bądźcie dobrymi ludźmi, wszak każdy uczynek do nas wraca. Czy to dobry czy też zły….. A na koniec coś do tych wszystkich ”prawdziwych busiarzy” – najłatwiej jest oceniać innych. Popatrzcie najpierw na siebie. Nauczcie się prawdziwego honoru, solidarności. A jak już chcecie błyskać wiedzą w towarzystwie to najpierw zastanówcie się jak coś wymawia się w innym języku, że mówi się ”Bazylea”, a jeśli byłeś ładować się w ”Karlajs” to wiedz, że nie jest to ”wysoko w Szkocji” tylko zaraz na samym jej początku. Nie bójcie się myśleć, nie bójcie się być inteligentnymi wspaniałymi ludźmi, szanującymi innych ludzi, którzy zasługują na to, aby nosić bluzy w barwach Naszego kraju.
Pozdrawiam.

Lucjan ”nie busiarz”.

Jest to oryginalnie zapisana rozmowa naszego kolegi, który od 10 lat pracuje na busach. Czekamy na Wasze komentarze, spostrzeżenia dotyczące pracy teraz a kiedyś.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim!

Komentarze do artykułu

Komentarze

O Mateusz Urbaniak 135 artykułów
Redaktor naczelny portalu busiarze.com.pl - mateusz@busiarze.com.pl lub urbaniakmateusz@gmail.com. Od 2006 roku dziennikarz i fotoreporter wydawnictwa Polskapresse sp. z o.o. Kierowca krajowy i międzynarodowy transportu lekkiego w latach 2009 - 2017

8 Komentarze

  1. Witam podzielam się z kolegą, też jżz jezdżę 10 lat busami tak jak kolega piał kiedyś na Francji nie było tylu naszych, można było polegać zawsze… bedąc na francji powiedzmy tydz czasu to człowiek nieraz nie widział żadnego polaka, a jak zobaczył to od razu kawe sie robiło pogadało.. mijając się standard było ręka do góry powitanie na radiu krzyknięcie „hej jak tam… i jedzie przed tobą jakiejś 10km busiarz depnij może dogonisz” to były czasy… kilka lat temu tu na forum juz był poruszany temat dlaczego nie podnosimy rąk na „CZeść, przywitanie” jak wypowiadała się nasza młodzież bo po co, a na co, to ąż przykro mi się zrobiło… to jest takie grzecznościowe… ale cóż nasza młodzież nie mówię o wszystkich tylko o części… wszystkie rozumy zjadły…. dobra nie bede więcej polemizował… szerokości, przyczepności.. ile wyjazdów tyle zjazdów na dom życzę wam

  2. Pamiętajcie proszę że to my tworzymy ogólne zachowania. Świat się zmienia, ludzie przychodzą na busy i odchodzą. Nie ma co się przejmować zmianami, jednak róbmy dalej swoje. Pokazujmy że można, że się da. Pozdrowiłeś kogoś na drodze i Ci nie odpowiedział? Może nie wiedział że tak się robi, następnym razem jednak może sam kogoś pozdrowi bo mu właśnie pokazałeś że tak się robi. Generalnie to nie biadolmy nad tym jak jest teraz. Zmieniajmy to dając innym przykład. Pozdrowienia dla wszystkich kierowców.

  3. jasne ze carlisle to polnoc anglii a granica jest ciut wyzej. Ale ”wysoko w szkocji” to juz przesada. Kto chce bedzie szukal czegokolwiek aby uczepic sie. Tu nie chodzi o szczegoly tylko o sens i sedno tego tekstu. Prawdziwego niestety tekstu.

  4. Do Orysa: Widzisz, mogłem dokładnie wyliczyć odległość do granicy, podać dokładniejsze szczegóły. Mogłem także podać więcej dokładniejszych rzeczy i zrobić z tego swoistą rozprawkę. Goegraficznie oczywiście Carlisle leży na terenie administracyjnym Anglii. W tekscie odniosłem się do stwierdzenia ”wysoko na Szkocji”, dlatego ujałem, iż jest to początek Szkocji. Dla mnie ogólnie kilka km nie robi różnicy. Skoro poczułeś się urażony moim stwierdzeniem o małej dokładności geograficznej to wybacz….Jesli padloby stwierdzenie, iż ”ładował w Szkocji w Carlisle” to na pewno podkreśliłbym, iż to jeszcze nie Szkocja…cóż. Spora częsć kierowców spotykana w drodze na prom lub pociąg mówi, że leci na Anglię. Po czym mówią dokładną nazwę docelową i okazuje się, że lecą na Walię…. Cóż, jeśli ktoś chce się do czegoś przyczepić to zawsze coś znajdzie… Pozdrawiam

    • @Lucjan:

      No mogles, mogles. A mogles tez zamiast pisac

      „a jeśli byłeś ładować się w ”Karlajs” to wiedz, że nie jest to ”wysoko w Szkocji” tylko zaraz na samym jej początku”

      napisac

      „A jesli byłeś ładować się w „Karlajs” to wiedz, że nie jest to „wysoko w Szkocji” tylko w Anglii”.

      I prościej by było, i krócej. Ale to trzeba było wiedzieć, że Carlisle jest w Anglii. Wtedy. Bo teraz to jesteś mądry, bo sprawdziłeś sobie w google czy mam rację.

      Więc tak, masz rację. Przyczepić się zawsze można. Ale mi nie chodzi o to, żeby czepiać się nieznajkmości geografii czy języków. Bo tak to juz jest, nie każdy musi wszsytko wiedzieć. Jedni myślą, że walijskie miasta są w Anglii, a drudzy myślą, że angielskie miasta są w Szkocji. Mi ani jedno nie przeszkadza, ani drugie. Troszkę mnie tylko śmieszy jak ci drudzy się wymądrzają i patrzą z góry na tych pierwszych 🙂

  5. A tam, jak zawsze bijecie pianę, każdy weekend na unii pokazuje że 95% bursiarzy to ssaki stadne, i na zasadzie niestety mały gdy jeden się z czegoś zaśmieje to zaraz reszta rży. Osobiście w żadnym wypadku mi to nie przeszkadza, nie mam problemu żeby napić się z chłopakami piwa czy pograć w piłkę. Ale niestety prawda jest to że jak klika lat temu zaczynałem to zjazd na parking i kawa z rodakiem była codziennością, w tej chwil jeden na dwudziestu rękę podniesie, na parkingu jak trafiły się trzy –cztery busy to już było tłok ale za to super wspólny obiad. W tej chwili na parkingach stoimy po 20 busów ale niestety tylko % i nic więcej. Jeśli chodzi o topografie i wymowę, mam to gdzieś. Bardziej wkurzają, a zarazem śmieszą mnie bajki wymyślane przez niedowartościowanych kierowców. No cóż, ale jak nie ma nic wartościowego do przekazania to musi zawsze cos wymyślić żeby się wykazać. Ale taki nasz UROK. Stare czasy nie wrócą.

  6. Jeżdzę busem przeszło rok i od samego początku znajomy,ktory mnie uczył powiedział,ze moge spotkać sie z pozdrowieniem.
    Wydaje mi sie,ze w ciagu roku duzo ludzi zaczelo jakby olewać drugiego.
    Mijając kogos coraz mniej osob sie pozdrawia,a to zaledwie rok.
    Jadąc kiedys z Zielonej Gory do Poznania pokazałem łapkę,a gość z wielkim ale drze sie do mnie na radiu „Czy szukam znajomych i tak ochoczo mu kiwam”
    Po czym na moja odpowiedz,ze to pewnego rodzaju norma stwierdził,ze to „chory wymysł fejcbuka”
    Stałem pewnego razu na Mszanie przy granicy. Widze idzie jakis facet i pyta czy moze bym go nie ruszył bo mu rozrusznik nie chce odbić.
    Bez zastanowienia przyjechałem kawałek i ruszyliśmy kolegę,nastepnego dnia rowniez stałem na MOPie w Mszanie i zbierając sie przyszedł do mnie kolega prosząc czy nie mam moze kabli.
    Chwileczka mnie nie zbawila,a kolegę uratowało przy czym inni „Nie mieli czasu”,albo zamknęli sie w budzie i uciekli…

Komentowanie jest wyłączone.